
Kasia nie przyszła z briefem na stronę. Przyszła z niewygodnym faktem o swojej pracy.
Branża tłumaczy zaczyna wymierać. Nie w trybie „może za parę lat, mam czas się przygotować”. Część rzeczy przejęła AI i praca znikała z dnia na dzień. Klienci, którzy kiedyś pisali po zwykły tekst, przestali to robić. Bo po co, skoro wkleją dokument w okno i dostaną wersję od ręki lub przeglądarka tłumaczy im sama.
Jednocześnie Katarzyna, jako tłumaczka przysięgła, wiedziała coś, czego panika o „ej aj” zwykle nie dopowiada. Dokumenty urzędowe nie mogą być w całości generowane przez model. Żeby akt, dyplom albo karta pobytu przeszły w urzędzie, musi podpisać się człowiek: wpisany na listę Ministerstwa Sprawiedliwości, z pieczęcią i odpowiedzialnością za to, że tłumaczenie jest prawdziwe. Prawdopodobnie jeszcze długo AI tego nie zmieni. Podpis nadal musi być... ludzki.
Zostaje jedno pytanie: jak to wykorzystać, zamiast narzekać, że to "koniec"?
Wtedy w jej głowie pojawił się Kiosk.
Skoro zwykłe tłumaczenie klient zrobi sobie sam, nie da się z tym wygrać ceną ani czasem odpowiedzi na maila. Da się wygrać czymś innym: tym, czego ChatGPT nie wystawi. Pieczęcią. Datą. Dokumentem, który urząd przyjmie. I właśnie to trzeba sprzedać tak prosto, bo to jest realna przewaga na rynku.
A jak wygląda ten rynek? Wchodzisz na stronę, dodajesz dokument, wypełniasz dane i musisz czekać na odpowiedź. Nie znasz ceny, czasu realizacji, często nie widać też, kto za tym stoi. Tym właśnie Kiosk się wyróżnia. Wchodzisz, bierzesz dokument z półki, czyli wybierasz jeden z tych standardowych lub zamawiasz wycenę indywidualną, płacisz, wychodzisz z terminem. A to wszystko przy uśmiechniętym, ale profesjonalnym zdjęciu Kasi.
Podczas pierwszej rozmowy opowiedziała mi ten pomysł. Nie przyszła po layout. Przyszła sprawdzić, czy te założenia mają sens. Co da się standaryzować, a co warto zostawić jako część obsługi klienta. Właśnie to zweryfikowaliśmy. Dopiero potem była strona.
Kiosk z tłumaczeniami nie tłumaczy za Katarzynę. Nad tekstem pracuje ona albo inny, uprawniony specjalista. Sklep zdejmuje z klienta i z niej wszystko, co było problemem dla obu stron: wycenę, czekanie, zgadywanie, osobny mail ze skanem.
Około dwadzieścia standardowych dokumentów. Kilkanaście języków. Cena od razu, bez przeliczania stron. Ekspres w jeden dzień, standardowy dokument w dwa (z małymi wyjątkami). Skan wgrywa się przy zamówieniu. Odbiór: podpis elektroniczny na maila albo papier do paczkomatu. Nie musisz pisać, dzwonić, jeśli nie chcesz, zamawiasz i temat z głowy. Introwertycy to docenią 🙂
Niestandardowe zlecenie nie udaje, że jest produktem. Masz jasną informację, że to temat do wyceny, ale możesz w przyjemny sposób przejść te kilka kroków, dodać dokument i wysłać zapytanie.
Właśnie to jest odpowiedź na AI, a nie „też mamy chatbota”. AI wygrało wyścig na tekst bez odpowiedzialności. Kiosk sprzedaje oficjalny dokument i nie każe za to wypełniać formularza kontaktowego.
Możesz się załamać i zamykać firmę. To jest jedno z rozwiązań i to sensownych. Nie każdy musi zostawać na rynku, z którego zniknął popyt.
Możesz też zapytać inaczej: co w mojej pracy nadal wymaga, żebym się pod tym podpisał? I jak to sprzedać tak wygodnie, że ktoś będzie chciał do mnie przyjść?
Kiosk nie jest buntem przeciw AI. Katarzyna nie udaje, że jest szybsza od modelu w tłumaczeniu zwykłego tekstu. Zabiera tę część rynku, której model nie obsłuży i wychodzi do potrzeb klienta - szybka wycena, prosty formularz, bezpieczny proces, oficjalny dokument.
To samo da się przenieść poza tłumaczenia. Projekt czy opinia, pod którą podpisujesz się Ty, nie generator. Montaż, naprawa, dokument, certyfikat - cokolwiek, za co ktoś płaci, bo masz odpowiednią wiedzę i uprawnienia. Tego nie da się kupić w żadnej sztucznej inteligencji.
Reszta projektu była już rzemiosłem, które trzeba dobrze zaplanować i wykonać: sklep, ceny, wgrywanie plików, jasna data, edycja, którą Katarzyna ogarnie sama, plus rozmowy o tym, do kogo Kiosk w ogóle ma mówić. Nie tylko strona. Marketing, promocja - co warto, a czego nie.
Sama napisała to tak:
Katarzyna Wysocka
Praca z Rafałem od początku była prawdziwą przyjemnością. Nie spieszył się, cierpliwie omawiał ze mną moje pomysły i potrzeby, a następnie je urealniał i tłumaczył, co warto, a czego nie. Bardzo holistycznie podszedł do projektu, podpowiedział mi wiele rozwiązań luźno związanych ze stroną, a bardziej z podejściem do marketingu i promocji. Problemy traktuje jak wyzwania i nie ignoruje żadnych drobnych szczegółów. Rafał jest bardzo kreatywny w swojej pracy i z uwagą wprowadza ulepszenia, często nawet takie, o których sama nie pomyślałam. Nauczył mnie także wiele na temat technicznych aspektów działania strony i dzięki temu wiele zmian w przyszłości będę w stanie wprowadzać sama. Jestem mu niezmiernie wdzięczna i z pewnością będę korzystać w przyszłości z jego usług.
To pokazuje ten proces lepiej niż „zrobiliśmy ładny sklep”. Bo Kiosk nie powstał z potrzeby nowej strony. Powstał z ubywającej pracy i z decyzji, żeby nie udawać, że da się wygrać z AI w niektórych obszarach. Tam, gdzie potrzeba człowieka do tłumaczeń, tam właśnie pojawia się Kiosk z tłumaczeniami i Katarzyna Wysocka.
Jeśli chcesz zobaczyć, jak to wygląda od strony klienta: kioskztlumaczeniami.pl.
A jeśli u Ciebie też znika kawałek rynku i zostaje tylko to, pod czym nadal możesz się podpisać - napisz. Najpierw sprawdzimy, czy pomysł ma dobry fundament. Strona będzie go sprzedawać.